Back

     ©    


Zamek Wyobraźni Zagrożony!


 

<= STRONA 1             <= STRONA 2          <= STRONA 3               


*** 10 października 2006 ***

Biogram Zbigniewa Warpechowskiego na stronie festiwalu W kontekście sztuki / Różnice, w Warszawie: „...W tym roku zgodził się bycć kuratorem festiwalu Zamek Wyobraźni w Słupsku, gdzie zainspirował Sympozjum Realnosści Poetyckiej.”
http://www.spam.art.pl/_new/swidzinski/biogramy_roznice.html

***

List Wladyslawa Kazmierczaka do Dariusza Fodczuka:

Do Przyjaciela Foki!

Myślę, że nastał już czas najwyższy, by wypowiedzieć kilka słów, które być może pozwolą nam wszystkim nie oszaleć z radości. Muszę Cię zmartwić Drogi Foko, bo nie wszystko jest takie piękne i dobre, jakbyśmy chcieli by było. Gdzieś w tle tej wielkiej awantury o zamek pojawia się głęboko skrywana zawiść wobec performerów-kuratorów. Martwi mnie to, że tylko Z.W. pokazał ją w sposób otwarty i absolutnie szczery. Inni swoją zawiść podstępnie skrywają a to nie wróży nam dobrej przyszłości. Z.W. troszcząc się w ciszy i osamotnieniu o zamek - chcąc nie chcąc – pokazał palcem na własne marzenia. Nigdy niczego nie organizując chciał coś pozytywnego zrobić. Pokazał też, że ten festiwal jest ważny. Podpiął się, zawłaszczył nazwę. Mógł tego nie robić, zignorować festiwal, odmówić, a ja poczułbym się jak zbity pies. Poczułbym się niedoceniony i odrzucony. Z.W. musiał jednak jakoś zaradzić tej niezręczności, by nie dać mi satysfakcji i postanowił sięgnąć po broń, w której uważa, że akurat my jesteśmy słabi. Sięgnął po definicję sztuki performance, ba!, po filozofię nawet. I widziałem, że zwłaszcza TY, tak wielce inteligentny i doświadczony miałeś wielkie kłopoty w połapaniu się o co właściwie chodziło wśród tych rozmijających się z prawdą definicji, czynami i oświadczeniami. Twój ostatni list jest przecież niczym innym jak tylko błyskotliwą deskrypcją rozbieżności. I tu nasz guru popełnił duży błąd: takie „wojenne” ustanowienie wyraźnej definicji performance (i festiwalu sztuki performance) w zapowiedzi swojego / nie swojego festiwalu jest niezwykle kłopotliwe. Dla wszystkich. Dla Z.W. też. Ponieważ, energia tej sztuki tkwi w nieokreśloności i absolutnej wolności.

Zastanawiam się, jak do tego doszło, że Twój niekwestionowany autorytet Z.W. nagle dokonał jakiejś dzikiej wolty i rzucił się prosto w przepaść. Jakby bez powodu. Być może Z.W. ośmielony sukcesami swoich wcześniejszych awanturniczych akcji wobec mojej osoby uznał, że i tym razem może sobie pozwolić na kolejną niezgodność głoszonych myśli i swoich postępków. 

Staram się zrozumieć sposób myślenia Twojego Nauczyciela i Jedynego Twórcy Polskiego Performance, czytam jego wcześniejsze wypowiedzi i powoli odnajduję analogie. Z. W. w książce o swoich performances (nie zaglądamy do środka, czytamy tylko to, co jest wydrukowane na okładce) tak definiuje pojęcie performance: „...niemniej, nachodzą mnie takie myśli, od których mnie samemu w piętach stygnie. Trzeba je jednak zapisać, bo nie mogę tchórzyć przed własnym rozumem. Oto jedna z tych myśli: „sztuka performance może być rodnią stylu”. Wiadomo o jakim stylu teraz myślę, i w dalszym ciągu stylem będę nazywał to, co wywodzi się z definicji Rodinowskiej, szkolnymi, podręcznikowymi stylami nie będę się zajmował. Jeżeli kiedyś mi się napisało, że sztuka performance jest krytyką sztuki performance oraz że każdy performance  powinien być (mógłby być) definicją sztuki performance, a idąc jeszcze dalej – (tu już zahaczam o szarlataństwo) – manifestacją nowej sztuki – czyli sztuką, kreacją totalną, permanentną, bezwzględną (niech mnie powieszą, brnę dalej), to czyż może dziwić, że w wyniku tego zrodzi się styl, jeżeli dołożymy do tego jeszcze jeden warunek, osobowość twórcy oraz jego zawieszenie duchowe w czasie. Teraz mogę popuszczać, teraz mogę się targować, ale cena została wystawiona. Ja wiem dobrze, jakie są koszty tak ryzykownych wynurzeń. Traci się przyjaciół, a koledzy przechodzą na drugą stronę ulicy.”*

Nie wiem jak Ty, ale ja się bardzo źle czuję w sąsiedztwie niekontrolowanej pychy i  wynikającej z niej definicji performance, która ma za zadanie podkreślić jedynie „wielkość” definiującego a nie jej przydatność intelektualną. Rekompensatą za pewien dyskomfort teoretyczny jest tutaj jedynie walor humorystyczny zawierający się w stwierdzeniach: „w piętach stygnie” oraz „nie mogę tchórzyć przed własnym rozumem”.  

Warpechowski powtarza za Jaques Derridą słynne zdanie „Język nosi w sobie potrzebę własnej krytyki”, a za innymi performerami cytuje twierdzenie, że każdy kolejny performance może być definicją sztuki performance.

Ta, w swojej istocie dramatyczna wypowiedź, mówi nam, że los performera jest okrutny. Tak Drogi Przyjacielu, musimy uwzględniać to kłębowisko performerskich emocji, kiedy myślimy o niedocenianiu, braku kasy i ulotności naszej sztuki.  

Warpechowski pokonuje swoje lęki i frustrację atakiem na innych performerów. Kreuje się na jedynego twórcę polskiego performance i jego agresja wobec innych polskich performerów jest szeroko znana w Polsce od ponad 20 lat. Z.W. z zawłaszczonym patentem na nieomylność, poucza, naucza i pokrzykuje. Robi to zwłaszcza wtenczas, kiedy tego sobie nikt nie życzy. Obrał taką metodę istnienia w sztuce i wydaje mu się, że jest to fair. Tak więc taka bzdura, jak przejęcie festiwalu pod nazwą „zamek wyobraźni” wydaje się być dla Z.W. nieistotnym epizodem i stąd też to jego zdziwienie i obraza, że ktokolwiek nagle śmiał powiedzieć NIE. Zapatrzony w swój geniusz nie spodziewał się, że z dnia na dzień powstanie Inicjatywa Obywatelska „Balcerowicz musi zostać”

Warpechowski ma też dużo szczęścia: do tej pory nikt nie polemizował z nim w języku angielskim. Artyści z zagranicy nie znali jego wypowiedzi, jego postępowania czy też treści jego książek. Aż tu nagle pojawiła się strona http://www.republika.pl/art_interventions gdzie język angielski i otwartość dyskusji stała jego największym wrogiem. I Ty Przyjacielu też pisząc po angielsku do IAPAO przekroczyłeś barierę, której Z.W. nie przewidział, że ktokolwiek ją przekroczy.

Tak, po tej gigantycznej akcji obrony festiwalu, teraz wiemy, że dziesiątki artystów z całego świata odważyło się powiedzieć zwykłe „nie” dla Z.W. Uważam, że po tej akcji Z.W. nie może już stanąć na środku galerii w Polsce i powiedzieć: Pan, Panie Foka, no to niestety, ale nie jest Pan dobrym performerem wg mojej definicji performance.

Twój dozgonny Przyjaciel i Dłużnik

Władek Kaźmierczak

____________________________________
* Z. Warpechowski, Zasobnik. Autorski opis trzydziestu lat drogi życia poprzez sztukę performance,  Gdańsk 1998.

***


<= STRONA 1             <= STRONA 2          <= STRONA 3              

.